Targi za nami, kurz opadł, a my wciąż przetwarzamy to, co przez kilka dni działo się na stoisku. I szczerze — było nieźle. Bardziej niż nieźle.
Zainteresowanie testerami Thinkcar przerosło nasze oczekiwania. Nie chodzi tylko o ruch przy stoisku, bo ruch bywa przypadkowy — chodzi o jakość rozmów. Przychodziły osoby, które wiedziały, czego szukają, miały konkretne pytania i oczekiwały równie konkretnych odpowiedzi. Mechanicy z kilkunastoletnim doświadczeniem, właściciele warsztatów, którzy sprawdzają i porównują zanim podejmą decyzję. Takie rozmowy są warte więcej niż setki przypadkowych odwiedzin.
Kilka wątków pojawiało się wyjątkowo często. Ogromne zainteresowanie wzbudziły możliwości diagnostyki wielomarkowej — szczególnie wśród osób, które do tej pory pracowały na kilku osobnych urządzeniach i szukały czegoś, co zastąpi im ten zestaw. Thinkcar odpowiadał na to zapotrzebowanie bardzo wprost i to było widać w reakcjach. Padały pytania o obsługę konkretnych marek, o aktualizacje oprogramowania, o wsparcie techniczne — słowem, pytania kogoś, kto poważnie rozważa zakup, a nie tylko przechodzi obok.
Były też rozmowy, które trudno wpisać w jakiś schemat. Wymiana doświadczeń z diagnostyką samochodów elektrycznych, dyskusje o tym, jak zmienia się praca w warsztacie i czego mechanicy będą potrzebować za pięć lat. To te rozmowy zostają w głowie najdłużej — nie dlatego, że przyniosły gotowe odpowiedzi, ale dlatego, że otworzyły nowe pytania.
TTM to zawsze okazja do weryfikacji tego, co się wie i wypełnienia tego, czego się nie wie. W tym roku była też czymś więcej — potwierdzeniem, że rynek patrzy w podobnym kierunku, co my. Że zapotrzebowanie na narzędzia diagnostyczne, które są zarazem kompleksowe i dostępne w obsłudze, jest realne i rośnie. I że Thinkcar ma tu dużo do powiedzenia.
Wracamy z pełnymi notatkami, kilkoma nowym kontaktami i sporą dawką energii. Do zobaczenia na kolejnych targach.
















